Wspomnienia pana Macieja
Moja babcia Katarzyna pracowała tu (w Ośrodku) jeszcze wcześniej niż jej starsza siostra, późniejsza gospodyni Zakładu (dla Głuchoniemych). Opowiadała mi jak to latem 1914 roku, gdy wojsko niemieckie zdobyło Brukselę, pobiegła wraz innymi dziewczynami z kuchni na wieżę kościoła św. Kazimierza, (miał wtedy wieżę) aby dzwonić dzwonami. Wszystkie miały oczywiście chłopaków w wojsku. Jej narzeczony, a mój przyszły dziadek, Franek Buczak, był w pułku grenadierów, który pierwszy wkroczył do tego miasta. Entuzjazm szybko zmalał gdy do Poznania zaczęły przybywać pierwsze transporty kalek - bez rąk i nóg, niewidomych,… etc. Dziadek później stracił część reki w okopach pod Verdun, wrócił do Poznania w 1918 roku i wraz ze swoja drużyną Sokola ze Śródki wziął udział w Powstaniu (zdobycie arsenału na Garbarach) - a na starość był nocnym stróżem właśnie w Zakładzie Głuchoniemych.
Takich historyjek jest więcej. Osobiście to pamiętam to miejsce z lat około 1952 do 1962, gdy bywałem tam często z rodzicami i dziadkami.

Moja mama, Helena, przy charakterystycznej balustradzie przy jednym z budynków (widać ją również na innych zdjęciach na stronie Ośrodka (Z lat 1913-1956).
Zdjęcie jest z około 1923 roku

Ksiądz dyrektor Sulek z grupą pań prowadzących gospodarstwo Zakładu. Wśród nich jest Ciocia Aga Konieczna; po prawej stronie stoi Jadwiga Mencwelt która była księgową, a w środku pierwszego rzędu - na lewo Antonina (Antosia) i Katarzyna (Kasia), których nazwisk niestety nie pamiętam, tak jak i pozostałych dwóch pań. Wszystkie były starymi pannami, mieszkały praktycznie całe życie na piętrze - no i Zakład i jego dzieci i młodzież, jak i kościół św. Jana, był ich całym życiem.
Zdjęcie niewątpliwie z lat trzydziestych.

Zdjecie Agnieszki Koniecznej (1888-1960) z dziećmi - lata 1930-te. Konieczna, siostra mojej babci, była "gospodynią" Zakładu Głuchoniemych od około roku 1918 do lat 1950-tych. Podlegała jej kuchnia, pralnia, etc. Przed wojna była aktywną dzialaczką lokalnych organizacji kościelno-patriotycznych, przy parafii św. Jana i Katedrze. Mieszkała do śmierci w środkowym pokoju nad kuchnia. Była panną i traktowała wychowanków jak swoje dzieci i wnuki.
Na starość człowiek zaczyna myśleć o takich szczegółach częściej, bo chyba właśnie z takich szczegółów składa się nasze życie...
Maciej Siekierski
(obecnie mieszka w USA)
Daniel Grześkiewicz, Kalisz.
Takich historyjek jest więcej. Osobiście to pamiętam to miejsce z lat około 1952 do 1962, gdy bywałem tam często z rodzicami i dziadkami.

Moja mama, Helena, przy charakterystycznej balustradzie przy jednym z budynków (widać ją również na innych zdjęciach na stronie Ośrodka (Z lat 1913-1956).
Zdjęcie jest z około 1923 roku

Ksiądz dyrektor Sulek z grupą pań prowadzących gospodarstwo Zakładu. Wśród nich jest Ciocia Aga Konieczna; po prawej stronie stoi Jadwiga Mencwelt która była księgową, a w środku pierwszego rzędu - na lewo Antonina (Antosia) i Katarzyna (Kasia), których nazwisk niestety nie pamiętam, tak jak i pozostałych dwóch pań. Wszystkie były starymi pannami, mieszkały praktycznie całe życie na piętrze - no i Zakład i jego dzieci i młodzież, jak i kościół św. Jana, był ich całym życiem.
Zdjęcie niewątpliwie z lat trzydziestych.

Zdjecie Agnieszki Koniecznej (1888-1960) z dziećmi - lata 1930-te. Konieczna, siostra mojej babci, była "gospodynią" Zakładu Głuchoniemych od około roku 1918 do lat 1950-tych. Podlegała jej kuchnia, pralnia, etc. Przed wojna była aktywną dzialaczką lokalnych organizacji kościelno-patriotycznych, przy parafii św. Jana i Katedrze. Mieszkała do śmierci w środkowym pokoju nad kuchnia. Była panną i traktowała wychowanków jak swoje dzieci i wnuki.
Na starość człowiek zaczyna myśleć o takich szczegółach częściej, bo chyba właśnie z takich szczegółów składa się nasze życie...
Maciej Siekierski
(obecnie mieszka w USA)
Komentarz pana Daniela:
Przypadkowo wszedłem na stronę Ośrodka Szkolno Wychowawczego dla Niesłyszących i tak się złożyło, że ja widziałem na żywo prezentowane na fotkach osoby: Agnieszkę Konieczną (widziałem ją też zmarłą w odkrytej trumnie w jej pokoju nad kuchnią oraz byłem na jej pogrzebie na cmentarzu w Junikowie) i jeszcze inne kucharki, których nazwisk jako uczeń szkoły nie znałem, ponieważ nie interesowałem się takimi sprawami dorosłych.
W ośrodku przebywałem w latach 1957 - 1962. Po przeczytaniu wspomnień Pana Macieja Siekierskiego, od razu zorientowałem się o jakiego dziadka p. Macieja chodziło pomimo, że jako dziecko nie znałem nazwiska i imienia (dzięki p. Maciejowi teraz się dowiedziałem, że nazywa się Franciszek Buczak i o jego przeszłości wojennej, bo mieliśmy mylne informacje). Pamiętam pana Franciszka jako stróża nocnego. Przychodził pod wieczór do zakładu dzieci głuchych, i grał z nami w szachy. Bardzo lubił grać w szachy. Z wyglądu był mocnym, ale i dobrodusznym człowiekiem ze swymi długimi siwymi wąsami. Nam uczniom pokazywał swą siłę. Pomimo już starszego wieku potrafił gołymi rękami zrywać żelazne druty o średnicy około 1 - 1,5 mm. Kiedy pytaliśmy się p. Franciszka o ślady blizn i wgłębień na jego głowie, to opowiadał o wojnie, strzelaniu i wybuchach, niestety dokładniej go nie zrozumieliśmy (nie znał j. migowego). Jako 12 - 14 letnie dzieci, po prostu domyślaliśmy się, że walczył z hitlerowcami i to między sobą komentowaliśmy, a jakiś tam Verdun był dla nas w większości nieznany. Szkoda że wychowawcy w internacie nam o p. Franciszku nie opowiadali, bo byśmy lepiej zrozumieli. Natomiast p. Agnieszkę Konieczną wszyscy wychowankowie zakładu, których znałem, bardzo mile wspominali.Szczególnie o jej bardzo smacznych potrawach, które były gotowane pod jej kierunkiem, słowem była mistrzynią nad mistrzyniami.
Do dziś nie zapominam smaku tych potraw, a gdy spotkam się z dawnymi kolegami ze szkoły, to czasem powspominamy o jej smacznych potrawach z charakterystycznym smakiem. Zastanawiamy się jak ona je przyrządzała, bo mimo prób kulinarnych naszych żon, nie możemy tego smaku odnaleźć.
Łączę pozdrowienia dla zespołu red. str. były wychowanek Państwowego Zakładu dla Dzieci Głuchych w Poznaniu na Śródce:
Przypadkowo wszedłem na stronę Ośrodka Szkolno Wychowawczego dla Niesłyszących i tak się złożyło, że ja widziałem na żywo prezentowane na fotkach osoby: Agnieszkę Konieczną (widziałem ją też zmarłą w odkrytej trumnie w jej pokoju nad kuchnią oraz byłem na jej pogrzebie na cmentarzu w Junikowie) i jeszcze inne kucharki, których nazwisk jako uczeń szkoły nie znałem, ponieważ nie interesowałem się takimi sprawami dorosłych.
W ośrodku przebywałem w latach 1957 - 1962. Po przeczytaniu wspomnień Pana Macieja Siekierskiego, od razu zorientowałem się o jakiego dziadka p. Macieja chodziło pomimo, że jako dziecko nie znałem nazwiska i imienia (dzięki p. Maciejowi teraz się dowiedziałem, że nazywa się Franciszek Buczak i o jego przeszłości wojennej, bo mieliśmy mylne informacje). Pamiętam pana Franciszka jako stróża nocnego. Przychodził pod wieczór do zakładu dzieci głuchych, i grał z nami w szachy. Bardzo lubił grać w szachy. Z wyglądu był mocnym, ale i dobrodusznym człowiekiem ze swymi długimi siwymi wąsami. Nam uczniom pokazywał swą siłę. Pomimo już starszego wieku potrafił gołymi rękami zrywać żelazne druty o średnicy około 1 - 1,5 mm. Kiedy pytaliśmy się p. Franciszka o ślady blizn i wgłębień na jego głowie, to opowiadał o wojnie, strzelaniu i wybuchach, niestety dokładniej go nie zrozumieliśmy (nie znał j. migowego). Jako 12 - 14 letnie dzieci, po prostu domyślaliśmy się, że walczył z hitlerowcami i to między sobą komentowaliśmy, a jakiś tam Verdun był dla nas w większości nieznany. Szkoda że wychowawcy w internacie nam o p. Franciszku nie opowiadali, bo byśmy lepiej zrozumieli. Natomiast p. Agnieszkę Konieczną wszyscy wychowankowie zakładu, których znałem, bardzo mile wspominali.Szczególnie o jej bardzo smacznych potrawach, które były gotowane pod jej kierunkiem, słowem była mistrzynią nad mistrzyniami.
Do dziś nie zapominam smaku tych potraw, a gdy spotkam się z dawnymi kolegami ze szkoły, to czasem powspominamy o jej smacznych potrawach z charakterystycznym smakiem. Zastanawiamy się jak ona je przyrządzała, bo mimo prób kulinarnych naszych żon, nie możemy tego smaku odnaleźć.
Łączę pozdrowienia dla zespołu red. str. były wychowanek Państwowego Zakładu dla Dzieci Głuchych w Poznaniu na Śródce:
Daniel Grześkiewicz, Kalisz.